Wydawnictwo Esprit
Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco i bierz udział w promocjach!
Wydawnictwo Esprit

„Na sznur”, „powiesić!”. Poruszające świadectwo cierpienia Asii Bibi

Pakistańska chrześcijanka, Asia Bibi w 2009 roku została wtrącona do więzienia pod fałszywym oskarżeniem o bluźnierstwo przeciwko Mahometowi. Doskonale pamięta tamten dzień. Groziła jej śmierć. Na wolności pozostał jej mąż oraz czworo dzieci. Oto poruszające świadectwo z aresztowania chrześcijanki, którą dwukrotnie skazywano na śmierć za rzekomą zbrodnię, której nigdy nie popełniła. Jej jedyną winą okazała się wiara w Chrystusa.
Nie mam pamięci do dat, ale są takie dni, których się nie zapomina. Jak tamten piątek 19 czerwca 2009 roku. Przed zachodem słońca przyjechałam po raz pierwszy do więzienia w Śechupurze, gdzie spędziłam trzy lata, zanim zmieniłam więzienie, tak jak zmienia się dom. Nie byłam wtedy jeszcze osądzona, ale w oczach ludzi byłam już winna. Pamiętam tamten dzień, jakby to było wczoraj, a kiedy zamykam oczy, widzę każdą chwilę...
 
Nadgarstki mnie pieką, oddycham ciężko. Szyję, którą moja najmłodsza córeczka obejmowała zwykle ramionkami, otacza teraz żelazny kołnierz, który strażnik może do woli dociskać wielką śrubą. Od mojego gardła do jego uzbrojonej w kajdanki ręki ciągnie się po brudnej podłodze długi łańcuch – jestem prowadzona jak pies na smyczy. Wzbiera we mnie głuchy strach, który porywa mnie w otchłań ciemności. Strach przeszywający, który już nigdy mnie nie opuści. W tym jednym momencie wolałabym nie istnieć.
 
Na stopach mam sandały, które wykonał szewc z naszej wioski. Kostki, objęte kajdanami ze skóry, połączone są cienkim, napiętym łańcuchem. Przy każdym kroku prawie się przewracam. Raz stoję, raz się opieram – trudno mi posuwać się do przodu. Przeszkadzają mi rozpuszczone włosy. Chustę zgubiłam, kiedy zostałam wyrzucona jak worek kartofli z policyjnej furgonetki, która wiozła mnie do więzienia. Czuję się, jakbym była naga. Rozczochrane włosy opadają mi na brudną, spoconą twarz i, chociaż to nie razi w tym otoczeniu, wy- glądam jak kobieta lekkich obyczajów. Wykrzywiam się w grymasie bólu, ale strażnik o tym nie wie, bo nie odwraca się, żeby na mnie spojrzeć, w obawie, że się „po- brudzi”. Przyspiesza gwałtownie i bezlitośnie ciągnie za łańcuch, który mam na szyi. Rozciągam się na ziemi jak długa, ale on nie zwalnia. Nie mogę oddychać. Żeby się nie udusić, próbuję szybko wstać i dotrzymać mu kroku.
 
Z oddali dochodzi stukanie menażek. Rozglądam się po tym niekończącym się korytarzu, ale widać tylko pozamykane drewniane drzwi. Podskakuję, kiedy słyszę kobiecy krzyk:
 
Na śmierć!
Inne kobiety się dołączają:
Powiesić!
Powiesić! Powiesić!
 
To więźniarki, stłoczone jak bydło, wyją z nienawiści. Ja, skamieniała ze strachu, z zaciśniętymi szczękami, próbuję nie zwracać uwagi na te złowieszcze krzyki. To niemożliwe. Wbijam wzrok w dużą muchę, która usiadła na brudnej świetlówce. Osadzone tłuką rytmicznie menażkami, dźwięk dociera do mnie falami:
– Na sznur! – Łup, łup! – Na sznur! – Łup, łup! Strażnik w niebieskiej koszuli zatrzymuje się przy ostatniej celi w korytarzu. Odwraca się po raz pierwszy, patrzy na mnie wyłupiastymi oczami, w których widzę satysfakcję. Spod jego granatowego beretu wypływają strużki potu, pod pachami ma wielkie ciemne plamy. Z sadystycznym wyrazem twarzy wyjmuje z kieszeni starą chustkę.
 
Znowu słychać krzyki:
Zabić bluźnierczynię! Bluźnierstwo, bluźnierstwo, na śmierć!
Zamknijcie się! – ryczy strażnik. – Zamknijcie gęby, kobiety!
 
Więźniarki milkną. Ta cisza jest straszna. Strażnik rozkręca mój żelazny kołnierz, trzymając go przez tę obrzydliwą chustkę; uważa, żeby nie dotknąć moich włosów ani skóry. Wykrzywiam się z bólu, spuszczam wzrok, potem podnoszę rękę do pokrytej krwiakami szyi.
Strażnik mówi do mnie z pogardą:
Jesteś gorsza niż świnia! Pobrudzisz mnie, ty zgnilizno! Ale to się szybko skończy, Allahu Akbar!
 
Szybki kopniak butem w kolano. Przewracam się. (Potem dowiem się, że ten strażnik, który miał mnie pilnować przez trzy lata, nazywał się Khalil). Khalil schyla się, żeby zdjąć mi kajdanki z nóg. Trzymam się obiema rękami za kolano. Znoszę ból w milczeniu i patrzę na niego ze strachem.
 
Kara śmierci! Śmierć za obrazę Proroka! Myślałaś, że kim jesteś, suko? – szydzi Khalil, uwalniając mi kostki.
 
Milczę. Podnoszę się z trudem na jednej nodze, podczas gdy on otwiera skrzypiące drzwi do celi, która ma się stać moim domem.
 
Słyszałaś swoje koleżanki? – mówi, śmiejąc się serdecznie. – Kiedy następnym razem otworzę te drzwi, to po to, żeby ci założyli sznur na szyję, inshallah!
 
Wyciera sobie o mnie buty i wpycha mnie do środka. Zamyka drzwi, wykrzywiając twarz w szyderczym grymasie.
 
Osuwam się na ziemię w tej celi, w której nie ma nadziei, i wpatrując się w drzwi, myślę, że to doświadczenie zesłał mi może Bóg.


Tekst jest fragmentem autobiografii Asii Bibi "Nareszcie wolna". Książkę znajdziesz tutaj
Asia Bibi
esprit
Esprit Detal
ul. Przewóz 34/100
30-716 Kraków
 
Logistyka:
esprit wysyłki
Płatności:
esprit płatności /
Infolinia:
tel. 12 267 05 69
tel. 12 264 37 09
tel. 12 264 37 19
tel. 12 262 35 51
facebook youtube instagram