

„Wskrzeszeni do życia” to bardzo mocny tytuł. Co w Pani osobistej historii było tym momentem „zatrzymania”, w którym poczuła Pani, że dotychczasowe, poukładane życie jest już nie do udźwignięcia?
Takim momentem zwrotnym w moim życiu była przeprowadzka na wieś w okolice Gietrzwałdu trzy i pół roku temu, gdzie w roku 1877 miały miejsce jedyne [w Polsce] uznane przez Kościół objawienia Maryi. W moim nowym domu postanowiłam zawierzyć się Maryi poprzez 33-dniowe rekolekcje i od tego momentu mój rozwój duchowy nabrał tempa, a wraz z nim przychodziło uzdrowienie w wielu obszarach mojego życia. Szczególnie w kontekście obrazu jaki miałam o sobie, kłamstwach, w które uwierzyłam na przestrzeni lat i obrazu Boga.
Można powiedzieć, że moje życie było poukładane, miałam fajną pracę, rodzinę, dom, a jednak czułam wewnątrz jakąś pustkę. Po wielu latach działalności w Internecie i prowadzeniu bloga, przyszły wypalenie i niemoc. Z tego kryzysu zaczęło wyłaniać się coś nowego, ożywczego, coś co pozwoliło mi odkryć i wykorzystać moje talenty oraz potencjał, jaki włożył we mnie Pan Bóg. To On zaczął wskrzeszać mnie na nowo, wydobywać mnie z grobów fałszywych przekonań, lęku, wstydu, poczucia winy oraz pokazywać, że mogę w życiu znacznie więcej, że z Nim mogę wszystko!

Pisze Pani o duchowym przebudzeniu, które dokonywało się w codzienności – między obowiązkami, macierzyństwem, pracą. Jak praktycznie wyglądało to przechodzenie z „autopilota” do życia bardziej uważnego i zakorzenionego w wierze?
Św. Josemaría Escrivá powiedział „Tam, gdzie są wasi bracia, tam, gdzie są wasze dążenia, wasza praca, wasze miłości, tam jest miejsce waszego codziennego spotkania z Chrystusem. To właśnie wśród spraw najbardziej prozaicznych na tej ziemi powinniśmy uświęcać się, służąc Bogu i wszystkim ludziom”.
Zaczęłam rozmawiać z Bogiem w mojej codzienności i powierzać Mu różne czynności w ciągu dnia. Gdy to robię czuję, że On jest wtedy ze mną, że mi towarzyszy i uświęca moją codzienność, która staje się modlitwą. Pan Bóg, który nie oczekuje ode mnie wielkich rzeczy, ale chce być ze mną w każdej chwili mojego życia, także wtedy, gdy obieram ziemniaki czy rozwieszam pranie. To Bóg, który jest bliski, jak przyjaciel, jak czuły i dobry Ojciec. Tak uczę się widzieć Boga w moim życiu.
W książce ważną rolę odgrywa Słowo Boże i cisza. Jak ktoś, kto czuje się wypalony, zmęczony, zagubiony w rutynie, może zrobić pierwszy mały krok, żeby znów „usłyszeć” Boga i samego siebie?
Mniej więcej od dwóch lat zaczynam dzień lekturą słowa Bożego i modlitwą ciszy. Czasami jest to 40 minut, czasami 15, ale ten czas przebywania w obecności Bożej w ciszy daje mi siłę, radość, pokój i pocieszenie w trudnych chwilach. Słowo Boże jest żywe i prawdziwe, ma moc przemiany mojego myślenia i tym samym życia. Widzę, że jestem bardziej cierpliwa do dzieci, mam więcej miłości do innych i do siebie samej, jestem odważniejsza w podejmowaniu różnych wyzwań zawodowych. Bóg poprzez swoje Słowo mówi do nas i to czasami bardzo wyraźnie.
Jest Pani znana z bloga „Kameralna” i promowania prostego, uważnego życia. Co nowego – w porównaniu z tym, co już znały Pani czytelniczki – odkryją one w „Wskrzeszonych do życia”? Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę właśnie teraz, w świecie tak bardzo rozpędzonym?
To zupełnie nowe spojrzenie na uważność i codzienność, niż to, które jeszcze do niedawna pojawiało się na blogu. Nie znaczy to, że to, co pisałam było nieprawdziwe, ale w wielu treściach brakowało tej istoty życia – głębi spotkania ze Stwórcą, odnajdywania nadziei i miłości w cudzie stworzenia, w otaczającym nas świecie i przede wszystkim w nas samych. Rozwój kobiecości, to nie tylko wizerunek, ale także pielęgnowanie wnętrza, rozwój duchowy i potraktowanie istoty człowieka w sposób integralny.
Od jakiegoś czasu profil bloga nieco się zmienia, ewoluuje. Zaprosiłam do tej przestrzeni Pana Boga i razem z nim tworzę nowe treści i projekty. Tak powstała książka „Wskrzeszeni do życia”. Postanowiłam pójść za pragnieniem, które narodziło się w moim sercu. Powiedziałam Bogu - tak, idźmy w tę podróż razem, chcę byś mnie prowadził.

Do kogo przede wszystkim kieruje Pani tę opowieść? Jeśli czytelniczka, która od dawna działa na autopilocie, miałaby wynieść z „Wskrzeszonych do życia” tylko jedną myśl, jedno zdanie – co chciałaby Pani, żeby to było?
Uwielbiam modlitwę księdza Dolindo Ruotolo „Jezu Ty się tym zajmij”, którą podyktował temu słudze Bożemu sam Jezus Chrystus. Jeśli nie masz siły, na to by zakasać rękawy i zacząć działać w swoim życiu, odkrywać swoje talenty, pasje, cel i sens życia, powierz to zadanie Jezusowi.
Jak mówi psalmista „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał.” Ps 37, 5.
Ja tak zrobiłam, zawierzyłam Bogu przez ręce Maryi całe swoje życie i to, co dzieje się w nim od jakiegoś czasu, bardzo mnie zaskakuje. Mam wrażenie, że Bóg pokazuje mi prawdziwą i autentyczną Dorotę, która ma w sobie ogromne pokłady życia i to życia w pełni!