Król musi umrzeć | Mary Renault | Wydawnictwo Esprit
Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco i bierz udział w promocjach!
Wydawnictwo Esprit
Jesteś w: Literatura
Król musi umrzeć

Król musi umrzeć

W Troizenie na Półwyspie Peloponeskim rodzi się chłopiec o imieniu Tezeusz, syn helleńskiej księżniczki i nieznanego ojca. Ludzie mówią, że jest synem boga Posejdona, choć niektórzy uśmiechają się przy tym znacząco. Tezeusz podejmie próbę udowodnienia szlachetności swego pochodzenia, co zaprowadzi go w końcu aż na owianą złą sławą wyspę Kretę, gdzie w pałacu zwanym Labiryntem odbywają się krwawe igrzyska. W książkach Renault historia mityczna przyobleka się w ciało i pulsuje życiem. Mary Renault w magiczny sposób wprowadza nas w świat pełen pierwotnych emocji, odważnych czynów i przerażających tajemnic.

ISBN: 83-60040-10-9
Format: 123x197
Stron: 430
Data wydania: 2005
Oprawa: broszurowa

niedostępna

powiadom mnie, kiedy pojawi się w sprzedaży
Polecamy także
trwa ładowanie...
Zdobywcy świata
Katarzyna Wierzba
niedostępna
trwa ładowanie...
Pieśń łuków. Azincourt
niedostępna
trwa ładowanie...
Żona piekarza
Marcel Pagnol
niedostępna
Komentarze czytelników

Wspaniały świat antycznych Greków

„Król musi umrzeć” jest zaczerpniętą z mitologii greckiej historią Tezeusza – jednego z największych greckich herosów. Tezeusz wychowywał się na wyspie Trojzenie w przeświadczeniu, że jest wspaniałym synem Posejdona. Pewnego dnia poznaje jednak prawdę o swoim prawdziwym ojcu – nie jest nim wszechwładny bóg, lecz król Aten Ajgeusz. Gnany przez Mojrę, przeznaczenie, które dla Greków stanowiło nieubłagane prawo świata, wyrusza na niebezpieczną i pełną przygód wyprawę do swojego ojca. Będzie to dla niego początek wielkiej podróży, bo mimo, że do króla Aten dotrze szybko, nie dane mu będzie zbyt długo cieszyć się splendorem królewskiego syna i luksusem ogromnego pałacu. W głowie Tezusza odezwie się znów Przeznaczenie, które, ciągle gnając przed siebie, zaprowadzi go na Kretę, w sam skomplikowany labirynt i niezbyt gościnne progi legendarnego króla Minosa. Czytając powieść Mary Renault ma się ochotę krzyknąć – dlaczego temat Greków i mitologii jest traktowany we współczesnej literaturze tak marginalnie. Czemu tak mało powstaje powieści opartych na tak wspaniałym temacie, jakim są greckie legendy. Ale autorka omawianej tutaj książki rekompensuje nam ten niedostatek z nawiązką. Bo w jej powieści cywilizacja grecka odżywa, przeżywa swój renesans. Potężne miasta kwitną, wspaniałe pałace pną się po stromych górskich zboczach, Minos znów sprawuje władzę na Krecie a kapłanki w świątyniach oddają cześć Matce Dii. W powieści Mary Renault zachwyciło mnie właśnie to wspaniałe odmalowanie antycznego świata. Autorka odtworzyła i podźwignęła z ruin całe miasta, tchnęła nowe życie w skostniałych przez wieki bohaterów. Dzięki znajomości historii, ale także i dzięki swojej bogatej wyobraźni i erudycji mistrzowsko wykreowała świat godny podziwu. Pokazała prywatne życie królów, odtworzyła kulty religijne w świątyniach, przybliżyła los niewolników, na przykład sławnych kreteńskich tancerzy z bykami, których życie toczyło się w labiryntach i podziemiach pałacu króla Minosa a ich być albo nie być zależało od nastroju byka wypuszczonego tego dnia na arenę. Wielu ludzi uważa mitologię grecką za nudną, nieciekawą, zbyt wymyślną, trudną do przyswojenia. Ale przecież w tych z pozoru nudnych opowieściach drzemie także ogromny potencjał – bo znajdziemy tam bogaty materiał, wiele historii – zarówno miłosnych, kryminalnych, smutnych, śmiesznych, strasznych. Bohaterowie także są ciekawi, niebanalni, czasami mają wady, czasami ich natura jest boska, a czasami ludzka. Błądzą, szukają, znajdują. I wydaje się, że potrzeba takich pisarzy jak Brytyjka Mary Renault, aby pomogli nam odkryć całe fascynujące piękno i bogactwo greckiego świata zawartego w ich wierzeniach i mitach. Jej się to naprawdę udało. Mimo, że miejsca, o których pisze już setki wieków temu obróciły się w ruinę, po niektórych nie ma już dzisiaj śladu, a niektóre być może nigdy nie istniały, to na kartach tej powieści na nowo ożywają. Helios znów zachodzi na purpurowo nad górami Ilias, a bryza znad morza Śródziemnego raz jeszcze rozwiewa pióra na hełmach wojowników. Bardzo polecam!
Edyta
08.03.2011

Jest całkiem nieźle!

Któż nie zna postaci mitycznego Tezeusza, herosa który rzekomo miał wrazić swój miecz w także mitycznego Minotaura, stworzenie siejące grozę w jednym z antycznych królestw. A jeśli go nie zna, to dzięki tej książce ma okazję poznać jego losy (nawet jeśli jest to tylko wymysł autorki). Tytułowe „Król musi umrzeć” jest pewnym zwyczajem obowiązującym w mieście Eleusis. Królem może tam zostać właściwie każdy, warunkiem jest to, że musi wywalczyć ten tytuł od poprzedniego króla, który „sprawował” władzę w mieście przez ostatni rok. O ile można tu mówić o jakiejkolwiek władzy, skoro ta w znacznej większości pozostaje w rękach królowej. Zaś po roku pełnienia funkcji nadejdzie kolejny mężczyzna, który zmierzy się z tobą w walce o władzę. Rytuał ten jest swoistą formą „oczyszczenia” miasta z wszelkich nieszczęść, które rzekomo mają zniknąć wraz ze śmiercią poprzedniego króla. Cała książka stanowi właściwie oddzielny mit, który jest rozpisany bardziej niż pozostałe historie z tego gatunku. Co z jednej strony jest zaletą, z drugiej wadą. Miło jest czytać o losach postaci żywcem wyjętej z mitologii starożytnych Greków, jednak uważam, że rozbijanie tego na setki i tysiące małych kawałeczków zdecydowanie nie służy całości. Opadanie powiek podczas lektury to nie jest dobry znak. Za bardzo to wszystko rozlazłe w pewnych momentach. Słowa uznania na pewno należy skierować do tłumaczy, którzy tekst napisany pięćdziesiąt dwa lata temu zdołali trochę uwspółcześnić (bez przesady jednak). Ułatwia to czytelnikowi odbiór tekstu (który i tak momentami aż cuchnie starą szkołą). Nigdy nie byłem specjalnym zwolennikiem mitologii greckiej i rzymskiej (są zbyt przereklamowane jak dla mnie). „Król musi umrzeć” sprawia jednak, że spoglądam na nią łaskawszym okiem. Książka sprawdzi się jako dobra propozycja zarówno dla fanów historii, jak i tej mniej skondensowanej fantastyki. [www.zaginionyalmanach.blogspot.com]
Fenrir
10.12.2010


Dodaj swój komentarz


Patroni medialni
Fragment
Wiedziałem, że Posejdon mógł przybrać postać człowieka lub konia. Powiadano, że spłodził mnie przybrawszy ludzką postać, ale istniały pieśni mówiące, że miał też synów-konie. Były to zwierzęta nieśmiertelne i szybkie, niczym wiatr północny. Koń Król musiał być jednym z nich. Z tego względu wydawało mi się oczywiste, że musimy się spotkać. Słyszałem, że ma pięć lat. „On jest większy”, pomyślałem, „ale to ja jestem starszy, zatem to ja powinienem zrobić pierwszy krok”. Następnym razem, kiedy Opiekun Koni poszedł wybrać źrebaki do rydwanów, namówiłem go, by wziął mnie ze sobą. W czasie, gdy on wykonywał swoją pracę, ja zostałem ze stajennym, który na piachu narysował planszę i zajął się grą z przyjacielem. Wkrótce zupełnie o mnie zapomnieli. Przeszedłem przez ogrodzenie i udałem się na poszukiwanie Konia Króla. Konie z Trojzeny były czystej krwi Hellenami. Nigdy nie mieszaliśmy ich z małą rasą koni Ludzi Wybrzeża, którym odebraliśmy ziemię. Gdy byłem już na pastwisku razem ze zwierzętami, wydawało mi się, że są olbrzymie. Wyciągnąłem rękę, by pogłaskać jednego z nich i wtedy usłyszałem za sobą krzyk Opiekuna Koni. Udałem, że nie słyszę. „Ciągle ktoś wydaje mi rozkazy”, pomyślałem. „To na pewno dlatego, że nie mam ojca. Chciałbym być Koniem Królem. Jemu nikt nie rozkazuje”. A potem dostrzegłem GO. Stał samotnie na niewielkim pagórku i obserwował drugi koniec pastwiska, gdzie wybierano źrebaki. Podszedłem bliżej. Wtedy do głowy przyszło mi coś, co wcześniej, czy później przychodzi do głowy każdemu dziecku: to jest prawdziwe piękno. Usłyszał mnie i odwrócił się w moją stronę. Wyciągnąłem rękę i zawołałem tak, jak to czyniłem w stajniach: - Synu Posejdona! Podbiegł do mnie, tak jak konie w stajniach, a ja podałem mu kawałek soli, który przyniosłem. Za moimi plecami zrobiło się zamieszanie. Koniuszy klął, a Opiekun Koni bił go. „Ja będę następny”, pomyślałem. Mężczyźni machali do mnie z płotu i klęli, dlatego też bezpieczniej czułem się tam, gdzie stałem. Koń Król był tak blisko, że widziałem jego rzęsy i ciemne oczy. Grzywa opadała mu na czoło niczym białe wody wodospadu wpadające pomiędzy lśniące kamienie. Zęby miał tak wielkie jak ozdoby z kości słoniowej na wojennym hełmie, a wargi, którymi zlizywał sól z mojej dłoni, miększe niż pierś mojej matki. Gdy zjadł wszystko, otarł swój policzek o mój i wciągnął w nozdrza zapach moich włosów.

Inni kupili także
esprit
Esprit Detal
ul. Przewóz 34/100
30-716 Kraków
 
Logistyka:
esprit wysyłki
Płatności:
esprit płatności /
Infolinia:
tel. 12 267 05 69
tel. 12 264 37 09
tel. 12 264 37 19
tel. 12 262 35 51
facebook youtube instagram